niedziela, 22 marca 2015

Przed nami dwie przełęcze i ostatni dzień razem.

Biegniemy przez pastwisko pełne owiec, ja ledwo nadążam za chłopakami. Z przodu idzie pasterz, ale trzeba biec, psy pasterskie wyglądają groźnie! Staram się maksymalnie wydłużyć krok, niestety nie udaje się. Proszę, żeby chłopcy zwolnili,  ale oni mnie nie słyszą. Oczywiście myślę o tych pieskach, przecież się nie boję. Lubię psy, mam dwa w domu: sznaucera średniego Hipka i wilczaka  Olisia. To jednak nie to samo. Te z bliska wyglądają jak pomieszanie wilka i niedźwiedzia. Zaciskam zęby, brakuje mi tchu, ale idę!


 Doszłam do podstawy góry i bez odpoczynku zaczynam się wspinać. Wojtek i Grześ mnie poganiają, oby stąd dalej i szybciej odejść. Reszta chłopców już jest wysoko. I my wspinamy się coraz wyżej.. Robi się zimniej i ... piękniej. W dole zostaje dolina, rzeka, pasterze, psy, owce...


Na tej wysokości możemy już bezpiecznie odpocząć wszyscy razem i podelektować się widokiem. Kaukaz Wielki, to piękne pofałdowane zielone wzgórza.  Jaka tu cisza! Człowiek tutaj jest tylko kropeczką, a przyroda potęgą!


 Kończymy pewien etap marszu. Co nas dalej czeka? Dwie porządne przełęcze i ... nadzieja na zasięg telefoniczny. Już tyle dni nie mamy sygnału z Polski. O nas też nasi nie wiedzą, czy wszystko w porządku. Zaczynamy rozmawiać o rodzinach, to znak, że warto choć na chwilę, złapać kontakt z Polską. Połączenia są bardzo drogie, ale co tam!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz